Poprzedni temat :: Następny temat

Właśnie obejrzałem...

Autor Wiadomość

Rabarbar  

~


Wiek: 22

Dołączył: 26 Sie 2004

Skąd: spomiędza

Wysłany: 2008-07-05, 23:08   


Prestiż

"Każdy numer iluzjonisty dzieli się na trzy etapy. Pierwszy nazywa się "obietnica". Iluzjonista pokazuje coś zwyczajnego. Talię kart, ptaszka bądź człowieka. Pokazuje obiekt. Być może poprosi o sprawdzenie, czy naprawdę jest rzeczywisty, nienaruszony, normalny. Ale, oczywiście, zazwyczaj nie jest. Drugi etap nazywa się "zwrot". Iluzjonista bierze ów zwyczajny obiekt i robi z nim coś nadzwyczajnego. Szukacie sekretu, ale go nie znajdujecie, bo, rzecz jasna,wcale nie patrzycie. Tak naprawdę to wcale nie chcecie wiedzieć. Chcecie być ... oszukani. Ale jeszcze nie klaszczecie, bo nie wystarczy spowodować, aby coś zniknęło. Trzeba to sprowadzić z powrotem. I dlatego każda sztuczka ma trzeci etap. Najtrudniejszy. Etap, który nazywa się... 'prestiż'."

W związku z tym że zbliża się premiera nowego batmana postanowiłem zbadac dokładnie filografie Christofera Nolana. Prestiż poszedł na pierwszy ogień. Film o tyle ciekawy że gra tam Christian Bale (ten sam co póxniej batmana) oraz Hugh Jackman* (skonikąd rozpoznawalny jako Wolverine ;)). Opowiada historie dwóch rywalizujących z sobą iluzjonistów. W zasadzie konstrukcja o tyle ciekawa że oboje są antybohaterami a napewo fanatykami swojego fachu zdolnymi posunąć się do wszystkiego (i poświęcić wszystko) by zdobyć prestiż. To co poczytuje za wade to, to że obaj bohaterowie są do siebie bardzo podobni, stosują nawet podobne myki przeciw sobie, wobec czego widz doświadcza trochę efektu lustra- może dlatego film trwa niemal 2 godziny ale prawdę mówiąc nie dłuższy się. Reżyser stosuje liczne retrospekcje i perspektywy czasowe, jednak generalnie nie ma problemu z ułożeniem chronologii. A część tajemnic filmu można domyślić się sporo przed zakończeniem. To co mnie trochę zawiodło to jedna z postaci - mianowicie sam Nikola Tesla grany przez samego Davida Bowiego. Jest to zarzut przeciw scenariuszowi a nie grze aktorskiej - dano tej postaci wokół której obrosło tyle legend trochę za mało pola w całym filmie. Może poprostu mam niedosyt po Lodzie Dukaja. ; )

To co idzie na plus to scenografia - idealnie oddano klimat przełomu wieków, zresztą nie tylko w tej warstwie - również pewnej mitologiii XIX wieku (ww. Tesla i {spoiler} dośc silny akcent wczesnego SF){/spoiler}. No i śliczne są aktorki grające asystentki magików (tak tak wiem, one własnie mają to robić żeby odwracac uwagę od tricków ;))

Naprawdę solidny film polecam wszystkim 7+/10

*poprawiłem nazwisko. Na przyszłość - ludzie, nie przeżywajcie jakiejś pomyłki i nie smieccie w temacie, tylko wyślijcie PW.
Gand


El Sacacorchos!

Prawdziwy Miś Przytulasek

La-li-lu-le-lo


Wiek: 20

Dołączył: 19 Lip 2005

Skąd: Co skąd?! O_o

Wysłany: 2008-09-01, 12:41   


Cytat:

*poprawiłem nazwisko. Na przyszłość - ludzie, nie przeżywajcie jakiejś pomyłki i nie smieccie w temacie, tylko wyślijcie PW.
Gand


Za bardzo bierzesz sobie do serca swoje modowanie, ziomuś :P
Ale ja nie po to tu. Khem, khem, światła, kamera... akcja!

"Sztuczka z ołówkiem" czyli biorę na warsztat film "The Dark Knight"

Ten film był hitem zanim jeszcze pojawił się w kinach, ba! Był hitem zanim w Internecie pojawił się pierwszy jego trailer. Gdy trailer się już pojawił ludziom odbiła kompletna szajba, zaczęły się domysły i przemyślenia na temat fabuły filmu, występujących w nim postaci i tak dalej. Generalnie nie jestem zwolennikiem takiej zbiorowej histerii, ale co tam. Jestem w stanie zrozumieć, że są ludzie, których temat podnieca. Muszę bowiem niestety przyznać, że ja fanem Batmana nie jestem i tak do końca nie byłem. Komiksów nigdy nie czytałem bo wtedy, podobnie zresztą jak dziś, uważałem że to strata czasu i kasy, które można przeznaczyć na dużo ciekawszą książkę. Oglądałem wczesne filmy Burtona i podobały mi się, ale jednocześnie lekko śmieszyły. Trzeba było na nie patrzeć z dużym przymrużeniem oka i łykać pewne... dość głupkowate fragmenty. Innym słowem, trzeba się było wczuć. W przypadku dwóch następnych łyknąć się już nie dało. Potok kiczu, tandety i głupoty zalewał widzów i kazał im oglądać debila w obcisłym wdzianku latającego za bandą jeszcze większych debili po dziwacznie wynaturzonym mieście. Potem obejrzałem "Batman: Początek". I to był bardzo dobry film. Ciekawy, normalnie zagrany, przykuwający uwagę. To był tak naprawdę pierwszy Batman, którego obejrzałem bez poczucia żenady (tak, wiem, oberwie mi się od fanów "klasycznego", Burtonowskiego Batmana. Trudno.). A potem przyszedł "Mroczny Rycerz"...
Generalnie to mam problem, bo ja cholernie nie lubię chwalić. Nie umiem, nie potrafię, wnerwia mnie, kiedy musze to robić. Wylewanie pomyjów i krytykowanie jest tak radośnie łatwe, ale wypowiedzieć się o czymś pochlebnie w taki sposób, żeby nie popaść w przesadę jest dużo trudniejsze. Ujmując to poetycko: obrzucić coś gównem jest łatwo i szybko, ale wyczyścić coś z gówna przychodzi dużo trudniej :P
A tutaj chwalić muszę i chwalić będę. Bo, co tu dużo mówić, "The Dark Knight" jest najlepszym filmem o przygodach Batmana. Najlepszą ekranizacją komiksu (co akurat nie jest trudne, na tle zalewającej kino tandety o superbohaterach). I jednym z lepszych filmów jaki oglądałem od dłuższego czasu.
Fabuła wydaje się być prosta - w mieście pojawia się nowy bandyta, psychopatyczny Joker, napadający na banki i robiący generalny burdel. Miastowa mafia, naciskana z jednej strony przez Batmana a z drugiej przez działającego w nieco bardziej legalny sposób Harveya Denta decyduje się na drastyczny krok - za połowę wszystkich swoich pieniędzy zlecają wspomnianemu już Jokerowi pozbycie się Mrocznego Rycerza. I tak to się zaczyna. Film, który startuje dosyć niemrawo i statycznie (wyłączając fajną scenę napadu na bank) rozkręca się stopniowo, ale nieuchronnie, nabiera tempa, wciąga, zniewala, koncentruje uwagę widza aż do wybuchowego finału... który, jak się okazuje, wcale finałem nie jest. Dałem się bowiem nabrać, przekonany o sztampowości tego dzieła. Oczekiwałem, że po wielkim wybuchu, super widowiskowej walce na środku ulicy i triumfalnym aresztowaniu drania pojawią się napisy końcowe. A film trwał dalej. I tu pojawia się moja pierwsza poważna pochwała pod adresem tego filmu - mimo, iż są tu sceny widowiskowe, olbrzymie wybuchy, fajerwerki, sceny walki, pościgi... to to nie one dostarczają emocji i dramaturgii. To nie o to w tym filmie chodzi. Tutaj największych wrażeń dostarczają wzajemne kontakty poszczególnych postaci, ich dialogi, zmagania. Emocje, jakie narastają wokół nich, jakie tkwią w nich samych. Tutaj nie ma prostych rozwiązań, bicie złoczyńcy po mordzie nie sprawi, że sprawiedliwość zatriumfuje, wręcz przeciwnie. Klimat tego filmu jest niesamowity - ciężki, mroczny, przytłaczający. Batman stoi sam przeciwko całemu miastu, które uważa go za winowajcę wszystkich zdarzeń targających miastem, na jego barkach spoczywają losy całego miasta. Każda decyzja jaką podejmuje niesie za sobą ryzyko, a każde zwycięstwo ma smak klęski. Oglądając ten film ma się wrażenie, że on po prostu nie może wygrać. Bo nie ma łatwych rozwiązań.
Klimat tego filmu budują, jak mówiłem, nie sceny akcji lecz postaci. Warto więc wspomnieć o grze aktorskiej. A ta stoi na cholernie wysokim poziomie. Sam Batman jest zagrany porządnie, zachowuje się, mówi i wygląda tak, jak się tego po Człowieku-Nietoperzu można spodziewać. Dużo bardziej natomiasti podoba mi się zagrana przez Bale'a druga strona osobowości Batmana, czyli Bruce Wayne. Jako biznesmen Bale jest bardzo interesujący - przy innych przebojowy, nieco zblazowany, przepełniony pewnością siebie burżuj, będąc sam zmienia się w samotnego, zgorzkniałego, zamyślonego i nieco przesiąkniętego tym batmanowskim mrokiem. A teraz fajerwerki, bo przechodzę do jego wroga numer jeden - Jokera. O tej roli wszyscy trąbią, wszyscy się zachwycają i żałują biednego Ledgera. Też żałuję. I też mi się podobało. Joker stworzony przez tego aktora po prostu powala. To niejednoznaczny, całkowicie opętany żądzą destrukcji psychopata. W gruncie rzeczy nie wiadomo o nim nic, żadnej przeszłości (oprócz epizodów, o których sam opowiada), żadnych powiązań. I to jest właśnie najlepsze. Dzięki temu postać Jokera jawi się odbiorcy jako ucieleśnienie czystego zła, brutalnego, nieprzewidywalnego, szalonego. Jest kimś, kogo nie można schwytać, ujarzmić, pokonać, bo jak pokonać czyste zło? To szalenie niejednoznaczna postać - z jednej strony wariat i błazen, z drugiej bezwzględny morderca i błyskotliwy taktyk. Jego plany kojarzą mi się z planami Jigsawa z "Piły" - zawsze wyprzedza policję i Batmana o kilka kroków. Nie wiem, jak poradzi sobie Nolan kręcąc następną część Człowieka-Nietoperza. Po tym, co zobaczyłem w postaci Jokera jakoś nie wyobrażam sobie Batmana walczącego z prymitywnym osiłkiem którego jedyną taktyką jest "iść naprzód i rozwalać". Byłoby to zbyt... prymitywne.
Inna postać, Harvey Dent również została zagrana rewelacyjnie. Duży wpływ miał na to Aaron Eeckhart, aktor którego bardzo lubię. Two-Face w jego wykonaniu przechodzi fantastyczną metamorfozę. Od człowieka, który wręcz fanatycznie, niemal śmiesznie wierzy w sprawiedliwość i zrobi wszystko, by przynieść ją udręczonemu miastu aż po zdradzonego kalekę, który straciwszy to, co posiadał daje się pożreć swoim własnym demonom. Naprawdę było mi go żal, a to coś. Mi naprawdę rzadko jest żal postaci, które oglądam w kinie. Rachel, grana przez Maggie Gyllenhaal nie jest tak ładna jak Katie Holmes, ale gra o niebo lepiej, a stworzona przez nią postać ma charakter. I da się ją zapamiętać. Dla przykładu, w "Batman: Początek" Katie Holmes zapamiętałem tylko ze sceny w której widać jej piersi przez mokrą koszulę. Ot, prosty, samczy umysł. Co do Gary'ego Oldmana słowa są zbędne - kocham tego aktora. On z każdej roli wyciśnie maksimum.
Podoba mi się jeszcze jedna rzecz - efekty specjalne. Mam tu na myśli ich nieinwazyjność. Nie znoszę nowoczesnej taktyki polegającej na bombardowaniu widza produktami komputera na zasadzie "o, patrzcie jaki mamy nowoczesny sprzęt, niaf, niaf!". Tu tego nie ma. Efekty specjalne nawet jeśli są, są dodane nie na siłę, a jako smaczek, dla poprawienia detali. Fajnie wreszcie zobaczyć PRAWDZIWY wybuch, a nie komputerowe niewiadomoco.
Recenzenci w gazetach i w portalach internetowych narzekają na zakończenie. Odstaje nieco od początku filmu. Jest w nim zawarta ciutka patosu, która na tle całości wygląda dość karykaturalnie. Ale mi to nie przeszkadza. Nie aż tak bardzo, by miało mi to rzutować na całość. A patrząc na całość trudno wstrzymać się od pochwał. To nie jest, co ciekawe, tylko film o Batmanie walczącym z przestępcami. To dodatkowo cholernie dobry film o zawiłościach ludzkiej natury. Z jednym zdaniem recenzentów się zgadzam - "Mroczny Rycerz" zamyka pewien rozdział w historii ekranizacji komiksów.


Stary_Ork  

Kur domowy


Wiek: 31

Dołączył: 06 Sie 2005

Skąd: Sin Tychy/Niewola

Wysłany: 2008-09-13, 21:57   


Szybkie podsumowanie kilku ostatnich tygodni mojego oglądania:


Futurama: Bender's big score

Zawsze, ale to zawsze uważałem, że Simpsonowie to przy Futuramie małe miki, ale pełnometrażowa Futurama to już taka jazda po bandzie, że chwilami South Park sprawia wrażenie ocenzurowanej wersji Bolka i Lolka. Matt Groening z ekipą przeszli samych siebie, ot co. Ludzie nieobeznani z tematem mogą mieć kłopoty w odbiorze, ale ja, jako zdecydowany i maniakalny fanboy - ponieważ pełnometrażowi Simpsonowie dostali 9/10 - daję bez wahania 9,25/10. Wielkie Waaaaaaaaaaaaaaagh, Ork poleca. A w kolejce czeka „Futurama: Beast with a billion backs”, mniam.

Planeta skarbów

Pisałem już o swojej słabości do Disneya? Zaczynam się z niej leczyć. Rysunkowa, futurystyczna wersja "Wyspy skarbów" od strony wizualnej powala, plastyka i wyobraźnia grafików miażdżą i tratują, ale widać, że Disney to sztampa, sztampa i sztampa, na sztampie jeździ i sztampą pogania. Jest miło, cukierkowo i zupełnie bez emocji. Może jestem za stary? 5/10.

Aliens

- Hey Vasquez, have you ever been mistaken for a man?
- No. Have you?

Powrót do przeszłości, czyli edukowanie koleżanki małżonki w zakresie klasyki kina s-f. Refleksję mam jedną - jeśli jakiś film mimo przynależności do powyższego gatunku nie budzi w koleżance małżonce pustego śmiechu lub wzruszenia ramionami, to jest to obiektywny dowód geniuszu danego filmu. Matka Wszystkich Survival - Horrorów powala jak zwykle na kolana. Kto nie widział – a są tacy jeszcze? – niech ginie, a jego imię ulegnie zapomnieniu. Ork poleca. 9/10.

Dark Knight

Muszę obejrzeć raz jeszcze, żeby stwierdzić na pewno, czy to jest arcydzieło, czy największe rozczarowanie roku. Z jednej strony mamy absolutnie rewelacyjne aktorstwo (tak, tak, Ledger, ale oprócz niego też rewelacyjny- do pewnego przynajmniej czasu – Aaron Eckhart, genialny Michael Caine, świetny Gary Oldman, mocny Morgan Freeman), efekty specjalne, które nie przygniatają całości, mocną muzykę, świetnie zarysowane postaci z ładnie pokazaną, żywą osobowością, ciemny klimat – a jednak pozostaje pewien niedosyt. Teraz łyżka dziegciu. W tym wszystkim jest za mało Batmana, Christian Bale gra – jak to ktoś ładnie ujął – bezinwazyjnie, na tle orkiestry towarzyszącej wypada nie jak solista, tylko jak klezmer z kiepskiej tancbudy (a jak się go pamięta z „Mechanika”, to poprzeczkę stawia się wyżej). Scenariusz jest dość dziwnie skonstruowany, z fałszywą kulminacją w 2/3 filmu – mam wrażenie, że spokojnie „Mroczny rycerz” mógłby się wtedy skończyć, bez splatania wątków na siłę. Scenariusz to chyba w ogóle najsłabszy punkt filmu, producenci wyraźnie starali się wrzucić do jednego wora za dużo, po pewnym czasie czuje się przesyt – niby wszystko gra, ale brzytwa Ockhama to naprawdę jeden z najważniejszych wynalazków w historii ludzkości. No i parę rzeczy po prostu zgrzyta (osobiście na widok Two-Face’a chciało mi się na zmianę śmiać lub rzygać, mogli go zaprojektować ciutkę inaczej, a akcja z promami wygląda na wrzuconą na siłę, żeby tchnąc w film trochę optymizmu – po co? Producenci się przestraszyli wizji Nolana, na mój gust). Ogólnie z bólem serca daję 8/10 – dlatego z bólem, że miałem nadzieję na arcydzieło. A chyba jednak się rozczarowałem. Mimo wszystko Ork poleca.

Iluzjonista

Rozczarowanie. Nasłuchałem się sporo o tym filmie, zwłaszcza w zestawieniu z bardzo dobrym „Prestiżem”, i nabrałem nadziei – a tu klops. „Iluzjonista” to mdławe, mętne romansidło o biednym kugalrzu i księżniczce, tym razem w scenografii Wiednia przełomu wieków. O ile „Prestiż” oferował tajemnicę i sekret, był opowieścią o obsesji, rywalizacji, namiętności, o tyle „Iluzjonista” to w zasadzie ładne pustosłowie o ckliwej miłości, której nie można skonsumować ze względu na różnice społeczne. Chyba wolę „Trędowatą”. Filmu nie ratuje ani Rufus Sewell (w jedynej chyba strawnej, choć przeszarżowanej roli arcyksięcia), ani nawet Edward Norton, któremu chyba nie chciało się grać, a jego Eisenheim wypada średnio. Można obejrzeć, nie trzeba. A jeśli już, to koniecznie przed „Prestiżem” – wtedy rozczarowanie będzie mniejsze. 5/10.

Chicago

Pierwszoklaśny musical, świetne songi, kapitalna choreografia i w ogóle cały ten jazz. Nie wspominając o współczynniku ilości damskich nóg na metr taśmy filmowej, najwyższym w historii kina. „He had it coming, he had it coming, he had it coming all the way...” Ork poleca. 8/10.

Nikotyna

Pierwsze wrażenie? Meksykańska wersja “Przekrętu”. Kilka splecionych wątków, ruscy mafiozi, diamenty, poszatkowana narracja, ale brakuje klasy oryginału (nawet nie mówię o kulejącym tłumaczeniu). Jeśli macie do wyboru obejrzeć „Nikotynę” albo liczyć dziury w tynku wieżowca naprzeciwko, wybierzcie trzecią opcję i obejrzyjcie przekręt. 5/10, bo mimo wszystko bywa zabawnie.

Aż poleje się krew

Trzy słowa – Daniel Day-Lewis. Bez tego faceta film byłby ciekawą opowieścią o chciwości i ropie naftowej, z nim zamienia się w niesamowitą opowieść o chciwości i ropie naftowej. Daniel Plainview w jego wykonaniu to rola na miarę Billa Rzeźnika z „Gangów Nowego Jorku” (z resztą jedyny chyba jasny punkt całego tamtego filmu); nie da się oderwać od niego wzroku, jest po prostu porywający. Sam film ma trochę z nastroju „To nie jest kraj dla starych ludzi”, operuje podobnymi obrazami, podobnie oszczędnie jest użyta muzyka, samo przesłanie filmu również nie jest zbyt optymistyczne. Mimo wszystko jednak „Aż poleje się krew” wypada troszkę słabiej (może dlatego, że pierwowzów literacki był dużo słabszy niż w tym drugim przypadku?). 7/10.


Orkysseus: Oye, its dat monstuh tingy, scyl- scyl- dat tingy wit all da 'eds.
Ork crew guy: Wha' wez gunna do to it?
*Scylla grabs ork crew guy and eats him
Orkysseus: HEHEHEH Look at 'im sream like a grot! does it 'urt? Hehehehe.
Ork crew guy #2: Oye boss! its dat udda monstuh Chari- Chari- dat big swirly ting wit da teef
Orkysseus: Dis is gunna be fun. 'ERE WE GO! 'ERE WE GO!
the whole ship: WAAAGH!!!!

Mag_Drun  

Strażnik Ranaloth

knite of a leaving deaf


Wiek: 35

Dołączył: 03 Paź 2007

Skąd: z macicy via wagina

Wysłany: 2008-09-15, 11:33   


Uwaga, moga pojawic sie spojlery

Wstyd sie przyznac ale dopiero wczoraj "zakonczylem" ogladanie trylogii Istvana Szabo z Klausem Maria Brandauerem w rolach tytulowych (Mefista, Redla i Hanussena). Zakonczylem w sposob dziwny bo na koniec obejrzalem czesc druga.
Ale nie zaluje tej kolejnosci, bo o ile poprzedni i nastepny filmy mialem za bardzo, baaardzo dobre o tyle "Pulkownik Redl" jest wg mnie filmem przewybitnym. Obserwujemy tu czlowieka niszczonego przez tworzony przez niego system, ktory nie wydaje sie jakos strasznie opresyjny. Nie mozemy porownywac w zaden sposob Niemiec po 1933 z Austro-Wegrami przed 1914. A jednak system i jego wplyw sa okrutne. Pokazanego tu mamy znowu czlowieka robiacego kariere, ale robiacego ja swiadomie, nie przez przypadek. Mamy tu czlowieka, ktory wg niego samego pasuje i do czasu i do miejsca. Czlowieka, ktory walcz ze swoimi "slabosciami". A z dugiej strony czlowieka slepego na to jak traktuje go srodowisko, system ktoremu sluzy.
Jak zwykle w tym cyklu bohater do konca wierzy, ze ma jeszcze przed soba przyszlosc, ze musi tylko dobrze wybrac, ze ma jeszcze wybor.
I w tym wlasnie aspekcie i scena koncowego "szalenstwa" pulkownika oraz to jak zapada na niego wyrok i co dzieje sie pozniej staja sie bardziej tragiczne.
Po dolozeniu erotyki pokazaniej w sposob jakiego nie zobaczymy w kinie amerykanskim, oraz samego Brandauera (przewspanialy!!!) otrzymujemy film jakich juz sie nie nagrywa.

Caly cykl nalezy wg mnie wlaczyc do "Jazdy obowiazkowej" jako studium "czlowiek i system" tuz obok adaptacji "Wladcy Much" Goldinga.

Wszystkim, ktorzy jakims przypadkiem nie ogladali tych dziel jeszcze goraco polecam!


"Czyny niezaistniałe wywołują często katastrofalny brak następstw"
Stanisław Jerzy Lec

Stary_Ork  

Kur domowy


Wiek: 31

Dołączył: 06 Sie 2005

Skąd: Sin Tychy/Niewola

Wysłany: 2008-10-07, 23:02   


No to kolejna garść wrażeń.


Futurama: Beast with a billion backs

Jestem pod wrażeniem. Jazda po bandzie jeszcze ostrzejsza niż w Bender's big score, a to już coś mówi. No i można się dowiedzeć, w jaki sposób Fry został papieżem i dlaczego należy kochać mackę. Dla fanów Futuramy jazda podwójnie obowiązkowa. 9,26/10. Ork poleca. Waaaaaaaaaaaaagh.

Armia Boga

Historia śmiertelnika wplątanego w zadymę z udziałem kilku wrednych aniołów. Klasyk nad klasyki, który co prawda ma nienachalny urok arcydzieła kina klasy B, ale za to w żadnym innym filmie Chrostopher Walken nie miał takiej mhrocznej fryzury i w żadnym innym filmie Lucyfer nie wyglądał jak Aragorn. Beznadziejnie ponaciągany scenariusz, deus ex machina co kwadrans, efekty specjalne jak z przygodówki na Amigę, ale ten klimat... 7/10. Ork poleca.

Trainspotting

Oglądać ten film to coś, jak mawiają bracia Moskale, kak tigra jebat, i smieszno, i straszno. W mojej opinni arcydzieło, kapitalna historia gromady pseudoprzyjaciół staczającej się z jednego dna na drugie, jeszcze głębsze. Są prochy, seks i przemoc, czyli wszystko, czego trzeba dla higieny psychicznej, ale oprócz tego jest jeszcze mnóstwo świetnego aktorstwa (pierwszy większy film Ewana McGregora, jest też i młody Kevin McKidd, do którego mam słabość od czasów „Rzymu”, i paru innych świetnych – ówczesnych – debiutantów). No i ścieżka dźwiękowa powala na kolana. „Such a perfect day...” 9/10. Ork poleca. Nawet po circa about dziesięciu obejrzeniach nadal potrafi zaskoczyć. Ma kto książkę?

We own the night

Kawał solidnego policyjno-przestępczego rzemiosła, ze świetnym Joaquinem Phoenixem, ładnie zarysowanymi postaciami i niezłym tempem. Na plus można zaliczyć to, że w dramacie kryminalnym położono nacisk na dramat, na minus mocno średnią końcówkę. Ale i tak jest dobrze. 7/10.

Sprzedawcy 2

Ha! Wzorcowa komedia romantyczna, to znaczy najlepszy z możliwych filmów, jeśli chcecie się dowiedzieć, jakiego prezentu pożegnalnego nie robić koledze z okazji jego przyszłego ślubu i przeprowadzki, dlaczego należy wybierać oferty ze zdjęciem, kiedy wolno brać z dupy do ust i po czym poznać, że narzeczona kolegi chce mieć was w trójkącie. Meg Ryan powinna oglądać ten film osiem razy dziennie. Oprócz tego świetne dialogi, beznadziejne zakończenie i Cichy Bob. Kevin Smith z ekipą w najwyższej formie. 8/10. Ork poleca.


Orkysseus: Oye, its dat monstuh tingy, scyl- scyl- dat tingy wit all da 'eds.
Ork crew guy: Wha' wez gunna do to it?
*Scylla grabs ork crew guy and eats him
Orkysseus: HEHEHEH Look at 'im sream like a grot! does it 'urt? Hehehehe.
Ork crew guy #2: Oye boss! its dat udda monstuh Chari- Chari- dat big swirly ting wit da teef
Orkysseus: Dis is gunna be fun. 'ERE WE GO! 'ERE WE GO!
the whole ship: WAAAGH!!!!

Dysza
[Usunięty]

Wysłany: 2008-10-15, 00:58   


Indiana Jones 4.
[spoiler]
Dobra. Od początku.
Scenę z Ruskimi w magazynie przeżyję.
Lot w lodówce też.
Dalej jest gorzej. Zwłaszcza końcówka.
Indy zahipnotyzowany i gadający z kawałkiem kamienia?
Sala ze szkieletami Alienów?
Wreszcie, coś co przepełniło czarę. Ślub.
Czemu do jasnej cholery wiatr zawiał kapelusz Indy'ego pod nogi tego małolata? Czy niby znaczy to, że w IJ5, IJ6 itp on będzie grał główną rolę? Jak tak, to ja pewnie nie chcę tych filmów oglądać.[/spoiler]
Ocena?
Z szacunku dla serii, 6/10. Gdyby był to pojedyńczy film, dostałby może 7/10.
To, że jestem wściekły, a w wyniku tego pijany, nie ma znaczenia dla oceny.

Stary_Ork  

Kur domowy


Wiek: 31

Dołączył: 06 Sie 2005

Skąd: Sin Tychy/Niewola

Wysłany: 2008-10-22, 13:06   


Tradycyjnie krótka jazda po bandzie.

American gangster

Obwoływano ten film nowym "Ojcem chrzestnym", co jest przesadą, ale trudno takiego dzieła nie docenić. Historia czarnego gangstera, dla którego pracuje mafia, opowiedziana błyskotliwie, inteligentnie i sprawnie, do tego ze świetnym Russelem Crowe i Denzelem Washingtonem, do którego tym razem trudno mi się przyczepić, choć lubię go mniej niż Meg Ryan. Scenariusz świetnie zbudowany na równoległych wątkach tyczących dwóch absolutnie kontrastowych postaci (gangstera o nienagannych manierach i gliniarza-abnegata), z kapitalnie dobranymi aktorami drugoplanowymi i świetnym tempem. Bardzo dobre kino. 8/10.

Święci z Bostonu

Camp, jakich mało, ale w dobrym stylu, zabawny, wulgarny, groteskowy, ale dość inteligentny. Willem Defoe błyskotliwy i charyzmatyczny jak zawsze, wartka akcja, przemoc i brutalność - czego tu nie lubić?Wchodzi gładko nie przerywając snu. 7/10.

Equilibrium

Wiadomo, że to kompletna zrzynka z Fahrenheit 471. Wiadomo, że to taki Matrix dla ubogich. Wiadomo, że kolejny film o nadczłowieku i wybrańcu to o jeden film za dużo. Wiadomo, że pop-psychologia i pop-filozofia to zło. Wiadomo, że Sean Bean ginie w każdym filmie, w którym się pojawi (i pewnie w paru, w których nie występuje, też). Ale, karwia, lubię ten film. Lubię sceny walk, przy których Matrix wygląda mało oryginalnie. Lubię Christiana Bale'a (który daje tutaj popis), lubię gun kata i lubię czeskich statystów. 8/10.

Troja

W dniu premiery tego filmu Homera podłączyli w Hadesie do prądnicy i osiągnął moc wyjściową 20 MW, tak się skurwiel szybko przewracał w grobie. Tego filmu w ogóle nie powinno być, i stwierdzam to ponownie po każdym kolejnym jego obejrzeniu. Gdyby Menelaos naprawdę miał żonę, która wyglądała jak Helena w tym filmidle, powiedziałby "A, pies ją trącał, nigdzie nie płynę" - i jak tu wierzyć, że dla takiej pokraki dziesiątki tysięcy Greków ruszyły za morze? Toć za amforę skwaśniałego wina bardziej było warto nadstawiac karku. I to za pękniętą amforę. Aktorstwo jest na poziomie bardzo rozmaitym, od żenującego (Orlando "Pieniek" Bloom, Diane "Brzoza" Kruger) poprzez przyzwoite (Eric Bana, Sean Bean - tym razem chyba nie ginie, choć głowy nie dam :devil: ) po powalające (Peter O'Toole pokazuje młodziakom, co to jest aktorstwo - dla sceny rozmowy Priama z Achillesem, i chyba tylko dla niej, warto obejrzeć ten flm). Muzyka jest sztampowo pompatyczna, sceny batalistyczne sztampowo epickie (choć panowie dla odmiany żgają się włóczniami, co jest miłą odmianą), scenariusz z dupy wzięty (bo Homer się go pewnie wyprze, jak go w końcu odłączą). Dla jednej sceny i kilku dobrych ról nie warto się tym badziewiem przejmować. 4/10. A scenę macie i tak tu .


Jak stracić przyjaciół i zrazić do siebie ludzi

Znając wcześniejsze dokonania Simona Pegga ("Hot fuzz" i "Shaun of the dead") spodziewałem się ostrzejszej jazdy; "Jak stracić przyjaciół..." okazuje się całkiem niegłupią komedią romatyczną w otulinie satyry obyczajowej, ale niedosyt pozostaje. Historia angielskiego dziennikarzyny dostającego szansę kariery w najważniejszym ilustrowanym magazynie Ameryki jest zabawna, ciutkę oburzająca, odrobinkę kontrowersyjna i krzynkę nieprzyzwoita, ale mam wrażenie, że troszkę ją oszlifowano, wygładzono i zmiękczono. Kilka scen zrzuca z fotela, kilka budzi szczery śmiech, fani Motorhead też będą mieli swoją chwilę radości, więc nei jest źle. Dobry sposób na spędzenie półtorej godziny. 7/10.[/quote]


Orkysseus: Oye, its dat monstuh tingy, scyl- scyl- dat tingy wit all da 'eds.
Ork crew guy: Wha' wez gunna do to it?
*Scylla grabs ork crew guy and eats him
Orkysseus: HEHEHEH Look at 'im sream like a grot! does it 'urt? Hehehehe.
Ork crew guy #2: Oye boss! its dat udda monstuh Chari- Chari- dat big swirly ting wit da teef
Orkysseus: Dis is gunna be fun. 'ERE WE GO! 'ERE WE GO!
the whole ship: WAAAGH!!!!

Lady Lauran  

Pani na Ranaloth


Wiek: 30

Dołączyła: 26 Sie 2004

Skąd: Ranaloth

Wysłany: 2008-10-22, 23:23   


'1612'
Rosyjska epopeja narodowa, niech ich prąd popieści. Oglądając ten chłam co prawda przypomniałam sobie, ze kiedyś potrafiłam się po rusku dogadać, ale i inne rzeczy. Na przykład takie, że taką a taką scenę widziałam w 'Nieśmiertelnym' a tą w 'Władcy pierścieni'. Nawet w 'legendzie'. Babka jest brzydka, główny bohater to idiota, nawet na końcu jak Iwan-głuptasek zostaje carem, to zamiast wziąć za żonę kobietę, którą kocha, to pozwala jej iść do klasztoru.
Nadal nie rozumiem, jakim cudem eks niewolnik uczony walki we śnie przez ducha Hiszpana pokonał wyśmienitego polskiego Hetmana?
Dodajcie do tego jednorożce, przekłamania historyczne i takie perełki - giną Polacy - są tylko brzydcy z mordami typu ' nie chciałabym spotkać ich w ciemnych zaułkach'; umierają Rosjanie - same kobiety, dzieci i starcy.
1/10 [+ Bo był Żebrowski, jedyny dobry aktor]

Priscilla Królowa Pustyni
Nooo... I to się nazywa Kino. Nie będę spoilerować, tylko pochwalę. Film kapitalny, genialny, niepowtarzalny. Ale odradzam tym, którzy uważają, że agent Simth, Elrond, V czyli Hugo Weaving jest męski i chcą przy tym wyobrażeniu pozostać.
Scena z I will survive i aborygenami rządzi. Than nadal ma traumę
9/10

Hancock
Z głupawej komedii o superbohaterze wyszło coś, czego się nie spodziewałam. Will Smith ostatnio nagrywa filmy, które dają do myślenia.
Nie chcę zdradzać tajemnic, wole, by każdy przekonał się o tym, co i jak.
9/10

Mag_Drun  

Strażnik Ranaloth

knite of a leaving deaf


Wiek: 35

Dołączył: 03 Paź 2007

Skąd: z macicy via wagina

Wysłany: 2008-10-23, 09:16   


25 Godzina - Spike Lee o zyciu. Jak zwykle u Lee niezwykle, tym razem film w sumie o bialym / bialych. Film w sumie o niczym, bo bohater ze swoja przeszloscia zegna sie jakos tak bez przekonania, kumple jakos pomoc mu nie potrafia. A ze Edwarda Nortona cenie sobie baaardzo wysoko zawsze to i film podoba mnie sie podwojnie.
W sumie film nie ma zadnej dramaturgii, napiecia sa tylko chwilowe a mimo to czekamy czy Monty zachowa sie godnie do konca.
Koniecznie (chocby dla beznadzieji bijacej z twarzy wszystkich bohaterow).


"Czyny niezaistniałe wywołują często katastrofalny brak następstw"
Stanisław Jerzy Lec

Gand  

Dominus ac Deus


Wiek: 21

Dołączył: 14 Lis 2004

Wysłany: 2008-12-22, 10:30   


W końcu obejrzałem "Dark Knight". o_O I powiem szczerze, że sformułowanie oceny wcale nie jest takie proste. Nie chodzi o to, że to słaby czy nawet średni film. Nie, to zdecydowanie kino rozrywkowe bardzo wysokich lotów, ale jednak nie jest to arcydzieło. A trochę na arcydzieło się nastawiałem po tych wszystkich komentarzach w sieci i nie tylko.
Ale po kolei - dwa słowa o aktorstwie. To stoi na naprawdę wysokim poziomie. Rola Ledgera bardzo dobra, ale znów - nie genialna; chyba jednak nie na Oscara (którego zapewne dostanie pośmiertnie); Bale - lepszy niż w 1. części, chociaż sposób w jaki gada jako batman ciągle wkurza; Morgan Freeman - dobra rola, ale bez fajerwerków; Oldman - świetny, nie wyobrażam sobie lepszego odegrania Gordona.
Świetny montaż, ujęcia, efekty też dają rad, słowem: realizacja na piątkę z plusem.
Co mi się jeszcze nie podobało? Zmarnowanie potencjału Two-Face'a i jego wygląd, który był odrobinę wręcz groteskowy. A potencjał? Otóż Two Face mógłby spokojnie dostać swój film, część trzecią. A tak polatał pół godziny, postrzelał i tyle. Zdecydowanie więcej dałby serii gdyby pojawił się powiedzmy w finalnej scenie i był głównym złym w kolejnym batmanie.
Drażni jeszcze zakończenie w stylu 'a teraz wyjaśnijmy Amerykanom o co chodzi z tym przesłaniem'.
Podsumowując: z jednej strony delikatne rozczarowanie Mrocznym Rycerzem, bo oczekiwałem arcydzieła. Z drugiej - oby więcej takich rozczarowań, bo to naprawdę świetny film - i dla fanów Batmana, i dla fanów dobrego kina akcji (choć nie tylko).
Ocena: 8+/10


The words are so familiar -
All the same greats, the same mistakes
It doesnt have to be like this.

If you dont make a friend, now
One might make you -
So learn
The gentle art of making enemies.

Tamerlan


Dołączył: 15 Lis 2008

Wysłany: 2009-01-04, 21:36   


MONGOŁ
Świetna biografia początkowych lat Czyngis-Hana jeszcze przed połączeniem plemion mongloskich. Sceny walk śweitnie zrobione, widząc to łapałem się za głowe (kiedy polska kinematografia zrobi coś takiego!).
JAK WE ŚNIE
Pokręcony film twórcy "Zakochany bez pamięci". Połączenie rzeczywistości i snu.


D.Krawiec  

Wredna, chamska mucha


Dołączył: 06 Sty 2009

Skąd: TVN

Wysłany: 2009-01-07, 17:38   


Cytat:

(kiedy polska kinematografia zrobi coś takiego!).


Trzeba się pogodzić z tym, że Polska nie robi filmów z efektami specjalnymi. Nawet taki Wiedźmin, który aż się prosi o jakiś efekcik, został nakręcony z gumowymi bestiami xD


Jestem zwykłą muchą czepiającą się byle gówna

http://kagami.tnb.pl -> Fantastyka i RPG, anime!

Dysza
[Usunięty]

Wysłany: 2009-02-21, 18:54   


Der Rote Baron.
Quasi-biograficzny [quasi, bo wydaje mi się naciągany miejscami] film o słynnym Czerwonym Baronie - Manfredzie von Richthofen. Pewnie wszyscy o nim słyszeli, ale dla zasady... Najlepszy pilot myśliwski WW I. Urodzony w Breslau, jako dziecko mieszkający w Schweidnitz.
Film raczej nie mówi o jego dzieciństwie, ino o karierze jako lotnik, dowódca, gwiazda.
Pokazuje też zawirowania osobiste wokół niego, wydają się prawdopodobne.
W zasadzie, nie trzyma strasznie w napięciu, stosunkowo mało jest scen lotniczych, większość filmu dzieje się na ziemi.
Jeśli jednak ktoś lubi filmy wojenne, i nie wymaga przewspaniałych efektów specjalnych - film powinien go zainteresować.

Passchendaele.
Trzecia bitwa pod Ypres, bitwa pod Passchendaele.
Film, który przynajmniej w teorii o niej opowiada. Bo w praktyce - oglądałem go jak film obyczajowy z bitwą "w tle".
Lubiącym takie rzeczy - polecam.
Ale ja się nastawiłem na film wojenny, i zawiodłem się.

Lady Lauran  

Pani na Ranaloth


Wiek: 30

Dołączyła: 26 Sie 2004

Skąd: Ranaloth

Wysłany: 2009-03-11, 22:42   


'Twilight' Zmierzch

Czyli wampiry chodzące w dzień i migoczące niczym diamenty. Z tak mrocznymi minami, ze zaczynacie ich podejrzewać o przechodzone ciężko zaparcie. czasami miałam wrażenie, ze to nie wampiry ale wiewióreczki. Dodajcie do tego jedną, szczęśliwą rodzinę 'to nic, ze powiedziałeś śmiertelniczce, że jesteśmy wampirami, pewien jestem, ze ją pokochamy'.
Banalny, badziewny, mimo że aktorzy prezentują się ładnie to i tak lepiej by się prezentowali na wybiegu jako modele niż w filmie. Muzyka nie zachwyca. jakaś podobno jest, ale w ucho nie wpada. Na dodatek trwa dwie godziny, jakby nie mogli półtorej zrobić.
Słowem: szkoda pieniędzy, czasu, transferu.

2/10

Boję się tylko jednego: zakończenie sugerowało, że może być druga część....

El Sacacorchos!

Prawdziwy Miś Przytulasek

La-li-lu-le-lo


Wiek: 20

Dołączył: 19 Lip 2005

Skąd: Co skąd?! O_o

Wysłany: 2009-03-12, 20:25   


Lady Lauran napisał/a:

Boję się tylko jednego: zakończenie sugerowało, że może być druga część....


Em... na pewno będzie druga i trzecia, nie wiem ile książek napisała Meyer ale zekranizują wszystkie :P


Artanis  

Lone Wolf


Wiek: 26

Dołączył: 13 Paź 2004

Skąd: Marienwerder

Wysłany: 2009-03-13, 10:49   


"Walkiria"

Idąc do kina liczyłem na holywoodzką papkę, przekłamania historyczne i masę pierwszorzędnych efektów specjalnych.
Była papka, były przekłamania, efektów brak.
Film nie porywa niczym ( może z wyjątkiem muzyki Wagnera). Przez większość seansu ziewałem, albo zbierało mi się na mdłości, przy kolejnym ociekającym patosem monologu T.C o "świętych Niemczech".
Historia przedstawia zawiązanie spisku i zamach na życie Hitlera. Opowieść zaczyna się na rok przed zamachem, pokazuje jedną z wcześniejszych prób i powód dla którego główny bohater - Stauffenberg trafia do kwatery głównej. Dalej przedstawione jest przygotowanie do akcji, zamach i dzień, godzina po godzinie po nim.

A wiec, pierwsza połowa filmu to w zasadzie film dokumentalny - coś jak "Sensacje XX" ale bez monologów Wołoszańskiego. Druga połowa to zawiązanie akcji w stylu "24 godzin" gdzie europejski widz w końcu może zobaczyć jak pozytywni byli niemcy, jak większość żołnierzy brzydziła się faszyzmem i jak dobre niemiaszki w niemym buncie nie chciały nawet salutować w stylu SS.

Czytałem gdzieś, ze to gra Toma położyła film. Nie prawda, to scenariusz sprawił, że większość dialogów brzmiała sztucznie, a z filmu opartego na faktach wyszło "300" w setingu II W.W.
Hujnia, nie polecam.

2/10


"Watchmen"

Po ukazaniu się trailerów prasa okrzyknęła film ponadprzeciętnym, wizjonerskim i zjawiskowym. Można się było wiec spodziewać kolejnego bubla którego nie sposób tak naprawdę obejrzeć bez ziewania.

Ku zaskoczeniu film jest naprawdę dobry

Są niezłe efekty specjalne - jest ładnie, mrocznie i niebiesko ; )
Jest świetna muzyka - sama klasyka w rodzaju Hendrixa, Dylana czy Smashing pumpkins - ciężko wyrazić słowami jakie wrażenie sprawia podczas seansu. Kawałki grane są głośno i agresywnie, w kluczowych scenach zastępują dialogi i w przeciwieństwie do typowych OST odtwarzane są z wokalem.
Scenariusz - to właściwie wierna ekranizacja najlepszego komiksu XX wieku. Dialogi są żywcem wzięte z wersji papierowej, aktorzy niezbyt znani, za to dobrani idealnie do ról - to po prostu te same gęby jak w oryginalnym komiksie z lat 80tych. Historia jest ciekawa, zakończenie zaskakujące, gra aktorska przednia, dialogi niebanalne, scenografia - rzeczywista, mhroczna i obskurna.

Jednym słowem 10/10


Lady Lauran  

Pani na Ranaloth


Wiek: 30

Dołączyła: 26 Sie 2004

Skąd: Ranaloth

Wysłany: 2009-05-01, 10:51   


"Australia'
Nicole Kidman i Hugh Jackman. Miła historia, trochę bajkowa, taki miły plus za 'Czarnoksiężnika z Oz'. Piękne przestrzenie.
Nic więcej o filmie nie napiszę, podobnych historii z cyklu 'pani poznaje pana, nie lubią się, potem lubią, idą do łóżka i się rozstają i znów spotykają' jest na pęczki w harlequinach.
Mimo wszystko i tego, ze film trwa 2 godziny 45 minut, ogląda się milo, ale raczej brak jest w nim czegoś, co wspomina się jeszcze przed pójściem spać z wypiekami na policzkach. Ale to solidne kino z porządną reżyserią i obsadą. No i miła ścieżka dźwiękowa, Nicole znów zaczęła śpiewać, ale w 'Moulin Rouge' jej wyszło lepiej.

7 na 10


"Changeling"
Chyli Brudny Harry i Lara Croft w jednym filmie.
Oczywiście mam na myśli Clinta Eastwooda, który na starość wziął się za reżyserię oraz Angelinę Jolie, która w filmie jest prawie nierozpoznawalna. Prócz słynnych na cały świat ust. Historia na faktach - matce porywają dziecko i po jakimś czasie policja zwraca jej syna. Tyle, że nie jej. Gdy usiłuje protestować zsyłają ją do szpitala dla psychicznie chorych.
Film niezły, mimo kilku dłużyzn. To chyba najlepszy film pani Pitt. Przynajmniej z tych, które widziałam. Minusem jest czas trwania seansu - 2:20. Ostatnio kręcą strasznie długie te filmy. Historię tę można opowiedzieć w 1;40 i ludzie tez byliby zadowoleni.
Brawa za scenografię i kostiumy, nie wiem, jaka była muzyka, jakoś mi umknęła.


"Otto Or Up With Dead People"

Zombie, które jest gejem i emo szuka przyjaciół, sensu życia a raczej nie-życia i przyjaciół.
Nie oglądać na trzeźwo.
Nie ocenię, bo nie wiem, jak.


"Frost/Nixon'

Po aferze z watergate Nixon poddaje się do dymisji i odchodzi w stan spoczynku. Australijski komik widzi dla siebie szansę na 'awans' i wszelkimi siłami stara się o to, by mógł przeprowadzić wywiad z byłym prezydentem, przyprzeć go do muru i zmusić do przyznania się, że źle postąpił.
Film jest na faktach autentycznych, pojedynek między dwoma silnymi osobowościami - Nixonem i Frostem jest świetny. Obsada bardzo silna. Zarówno jak postacie pierwszoplanowe - Michael Sheen w roli Frosta i Frank Langella jako Nixon. Czyli Wilkołak Lucian i właściciel 'Daily Planet' i pracodawca supermana.
W pozostałych rolach - Kevin Bacon, Toby Jones, Sam Rockwell.
Porządne kino, ale nie dla dwojga.

8/10

"Dzień w którym zatrzymała się ziemia"

Remake filmu z 1951 roku i mam wrażenie, ze tamten był bardziej sensowny. Ale mamy tu Keanu Reevsa, który wygląda jak w większości swych filmów, Jennifer Connelly która grała podobnie w "Pięknym umyśle', wydaje mi się, ze oryginalna była tylko w 'Labiryncie'.
Film mnie zwiódł, to zwykły beton. Oczekiwałam czegoś o wiele lepszego, całe szczęście nie poszłam na to do kina. Jak ktoś lubi takie rzeczy, to porównanie obu filmów

4 na 10 Za efekty.

"Dziewczyna mojego kumpla'
Kolejna komedia romantyczna. Oglądałam z bratem, oboje popłakaliśmy się ze śmiechu. Dobry film na randkę z dziewczyną, która uważa, że to TY jesteś tym złym. Tu zobaczy jak bardzo może być gorzej. Gra tu chłopak który posuwał szarlotkę. Wszyscy wiedzą, o kogo chodzi, prawda? Nie muszę nawet dawać nazwiska, bo większości nic nie powie. Za to wszyscy wiedzą, kto się zabawiał z ciastem. Oczywiście moje słowa to nawiązanie do pewnego filmu, wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi.
Zostawiając w spokoju biednego Jasona, który gra tu rolę drugoplanową i autor scenariusza się na niego po prostu uwziął tak samo jak pan od planowania wnętrz - urządził mu pokój tak, by przypominał ten z 'American Pie'.
Tytułowa dziewczyna to śliczna Kate Huston, kumpel to jak już wiadomo Jason. O tym trzecim nie napiszę, to niezbyt rzucający mi się w oczy aktor. Do obsady dołączył Alec Baldwin, który z ról amantów i miłych chłopców wraz z wiekiem i tuszą przerzucił się na złe charaktery.
Film niezbyt ambitny, ale za to jest czystą rozrywką

9/10

Narsereg  

Strażnik Ranaloth

Ognisty Urodziwiec


Wiek: 23

Dołączył: 08 Lis 2006

Skąd: zaimek przysłówkowy

Wysłany: 2009-05-01, 13:35   


"Pusz (albo Push)"

Pamiętacie taki zarąbisty film, z młodym Lordem Vaderem "Jumper"? Nie, no nie dziwota. Cóż zestawienie w/w chłamu z "Push'em" aż samo się nasuwa. Podobny poziom, podobna tematyka, czyli film dla wszystkich nastoletnich maltretowanych przez kolegów z klasy łazęg świata o ludziach z nadnaturalnymi mocami. Ogólnie aktorstwo w tym filmie nie istnieje. Z niezrozumiałych dla mnie powodów gra tu Dakota Fanning. Jak wszyscy wiemy młode to dziewczę... Reżyser, jakby chcąc nas wyprowadzić z błędu w owym filmie każe jej się upijać i ubiera ją w stroje, które jakby to ująć... Tracą kurewstwem. Nie wspominając o delikatnych sugestiach uczucia jakie żywi do głównego dużo starszego bohatera. Efekty specjalne są mizerne, niech świadczy o tym fakt, że w filmie nie umieli nawet przekonująco pokazać lewitujących spluw, a pewni kolesie którzy głosem rozpieprzają wszystko dookoła, gdy to robią wyglądają, jakby parli na bardzo dużą kupę, która nie chce wyjść. Film mogłyby uratować elementy akcji - nie ratują. Walki graniczą ze śmiesznością, są głupie, nielogiczne i momentami strasznie się dłużą. No tak jeszcze fabuła, Pomysł jest stary jak świat, czyli, [SPOILER] byly se naziści, eksperymentowali na ludziach "obdarzonych" coby zrobić z nich żołnierzy, ale im nie wyszło bo wojnę przegrali, ale inne rzady wciąż badania kontynuują... bla bla bla [END OF SPOILER]. Fakt, ze poszedłem na to coś uważam za dowód mego opętania, albo wrodzonego masochizmu. Ogólnie serdecznie, nie polecam.

1/10


The path of the righteous man is beset on all sides by the inequities of the selfish and the tyranny of evil men. Blessed is he who, in the name of charity and good will, shepherds the weak through the valley of the darkness. For he is truly his brother's keeper and the finder of lost children. And I will strike down upon thee with great vengeance and furious anger those who attempt to poison and destroy my brothers. And you will know I am the Lord when I lay my vengeance upon you.

Lady Lauran  

Pani na Ranaloth


Wiek: 30

Dołączyła: 26 Sie 2004

Skąd: Ranaloth

Wysłany: 2009-05-03, 19:49   


'[Nie] Ciekawy Przypadek Benjamina Burtona'

Flaki z olejem. Nudy. Pomysł ciekawy, nie powiem. Wykonanie pewnie tez, ale niestety znudziłam się za bardzo, by to oceniać. Brad Pitt jest. Nie powala. Cate Blanchet ostatnio grywa w coraz gorszych filmach. Wiem, dlaczego zagrała w tym. Tak ją wyretuszowali, że wyglądała jak wygładzona przez wodę kość.
Za co ten film dostał Oskary, czy też nominacje? Tego nie wiem. Ach, tak, treść: Benjamin rodzi się jako osiemdziesięciolatek i młodnieje w końcu umiera jako niemowlę. W przerwach coś tam robi. jedyne co mi się spodobało to historia o zegarze. I to by było na tyle.

3/10


"Harpers Island"
To akurat serial. Mam za sobą 3 ciekawe odcinki. Ma klimat, nie wymaga zbyt dużego myślenia, dobra rozrywka. Połączenie 'Krzyku' z 'Koszmarem następnego lata'. Jak lubicie coś w stylu 'ktoś zabija jednego gościa po drugim' to jesteście w domu. na dodatek to serial wiec dłużej można popatrzeć na półnagie laski uciekające przed mordercą z siekierą. Dla koneserów jest mała dziewczynka, która chyba widzi duchy.

7/10

"Nieproszeni goście'

Horror. Znów amerykanie z braku własnych pomysłów sięgnęli do Japonii. Jak tamtym się skończą pomysły pewnie Hollywood przybędzie do Polski by nakręcić coś o naszych politykach, co przerazi śmiertelnie miliony amerykanów.
Film przewidywalny, w ciągu pierwszych 10 minut każdy średnio inteligentny widz domyśli się przynajmniej w połowie, jak to się skończy. Są rażące wytrawnych kinomanów efekty. Pamiętacie laskę, która schodziła po schodach w "Klątwie'? [Notabene to jedyny skradziony wschodowi film, jaki się udał amerykanom] Jest tu identyczny motyw. Plus dzieci. Nuda.

2/10


"Ślubne wojny'
Dwie przyjaciółki, dwa śluby, jedna pomyłka, jeden termin ceremonii. Mamy dwie wrogie ex przyjaciółki i wolną amerykankę. Sympatyczna komedia, idealna na wiosenny wieczór.
7/10

Sithius  

Godlike Master


Wiek: 25

Dołączył: 24 Lis 2005

Skąd: Katowice

Wysłany: 2010-01-31, 20:02   


Nic odkrywczego ... "Avatar"

Historia sparaliżowanego od pasa w dół ex-marinsa, który po śmierci brata wziął (jako jego zastępca) udział w projekcie "avatar" na planecie o wdzięcznej nazwie: Pandora. Kierując ciałem "obcego" miał on zinfiltrować lokalną społeczność w celu jej wyeliminowania, a która nie zgadzała się na swobodne poruszanie się po ich ziemiach "Ludzi nieba" - jak określano ludzi - których celem była eksploatacja niezwykle pożądanego surowca. Fabuła typowa dla amerykańskiego kina - mógłbym rzec, że oklepana. Z pewnością nie zadziwi nikogo innowacyjnością. Można by się wręcz zastanowić za co film zgarnął już tyle kasy? Z pewnością warte uwagi są efekty specjalne. Owa Pandora jest niezwykle bajecznym światem i z pewnością nie można powiedzieć, by graficy nie dostali "wolnej ręki" przy jej tworzeniu. Ogląda się miło, obraz cieszy oko i jest pomysłowy. Czegoś jednak zabrakło ...

7/10


tormia

Dołączył: 13 Maj 2010

Wysłany: 2010-05-14, 00:14   


Sithius napisał/a:

Nic odkrywczego ... "Avatar"

Bardzo nic odkrywczego.. Też dopiero co oglądałam. Rozczarowałam się..

Sharli  

Administrator

Radość Cukiernika


Dołączyła: 25 Lis 2005

Skąd: Skierniewice

Wysłany: 2010-06-06, 16:34   


Może być spoilerowo ;)

Prince of Persia: Piaski Czasu
Muszę przyznać, że jestem rozczarowana. Czekałam długo na ten film a tu taki zonk. Liczyłam na coś bardziej widowiskowego. Więcej walk, mniej gadania. Film ma niewiele wspólnego z grą, ale kto powiedział, że musi? Oglądając trailer widziałam w nim elementy z 3 części gier. Po po pierwsze sztylet, piaski itd, po drugie strój z drugiej części, po trzecie motyw z ręką podczas zmiany w czarnego księciunia, łańcuch i chyba miał wciśnięty medalion w 'zbroję'. No, ale niestety film nie ma nic wspólnego z grami. Łańcuch to nic innego jak broń asasyna, który miał za zadanie zabić księciunia. Jeśli ktoś liczy na jakieś bajeranckie efekty specjalne, to poza tym co było w trailerze, nie uświadczy niczego więcej. Co do głównej postaci i aktora wcielającego się w rolę księciunia, to z której strony bym na niego nie spojrzała, to wypisz, wymaluj - znamy nam dobrze księciunio z serii gier. Co jest oczywiście ogromnym plusem moim zdaniem. Typowej akrobatyki księciunia jak na mój gust było trochę za mało. Owszem odbijał się od ścian, skakał, łapał się drążków, ale sporadycznie. Jak pisałam wcześniej, dla mnie było za mało samego księciunia w filmie. Ze sztyletu zrobili jakąś zabawkę z przyciskiem.
Co do księżniczki Taminy, czy jak jej tam było, to może i ładna ale ma trochę irytujący głos. Jakby nie jej. Średnio sensowna fabuła, dodatkowo masa zmyślonych, dziwnych bohaterów/miejsc/wydarzeń jak np. tej szejk, nożownik o dobrym sercu albo asasyni. Trochę zbyt disneyowo wyszedł ten film. Obiło mi się o uszy, że mają zrobić drugą część.


"Most people think time is like a river, that flows swift and sure in one direction. But I have seen the face of time, and I can tell you, they are wrong. Time is an ocean in a storm. You may wonder who I really am and why I say this. Come, and I will tell you a tale like none you have ever heard... "

Krs

Pan własnego umysłu


Dołączył: 06 Lip 2005

Wysłany: 2010-06-14, 22:36   


Assasin Ninja:


Film, który na początku stara się zachować trochę realizmu, by z biegiem akcji porzucić go na dobre. Efektowne sceny walki, które w późniejszej fazie przypominają "Kill Bill", a nawet Dragon Balla, momentami wywołując gromki śmiech. Fabuła jest tu tylko podłożem do scen mordobicia, nie przeszkadza to jednak zbytnio. Film obejrzałem cały i w sumie nie żałuję spędzonego czasu, co jest niewątpliwie plusem. Jeśli komuś podobał się "Kill Bill", to na tym filmie zdecydowanie się nie zawiedzie.

Lew Walentyn  

Srebrne Pióro

NaczOlny


Wiek: 25

Dołączył: 07 Lip 2005

Skąd: z cZoŁa

Wysłany: 2010-06-15, 16:26   


Bzdura, Ninja Assasin to film klasy B z efektami i choreografią kasowej holywoodzkie produkcji. Innymi słowy bieda...I na pewno daleko temu do Kill Bill'a


Leje na Twój post ;]

Krs

Pan własnego umysłu


Dołączył: 06 Lip 2005

Wysłany: 2010-06-15, 17:03   


Dla mnie Kill Bill to jest film klasy B... czy C nawet.. nie pamiętam, którą część widziałem, ale była tam japonka z kulą na łańcuchu, a główna bohaterka przebijała wroga mieczem i unosiła go na nim, nad swoją głowę.

Cały film miał mieć ogólnie klimat niby... ale jak dla mnie niewypał.

Jeśli już ktoś chce stworzyć dobry klimat komiksowy, to dobrym wzorem raczej jest Sin City.

Lew Walentyn  

Srebrne Pióro

NaczOlny


Wiek: 25

Dołączył: 07 Lip 2005

Skąd: z cZoŁa

Wysłany: 2010-06-16, 00:04   


Krs przecież to był wlasnie klimat filmu, tak samo jak tysiące Japończyków zarzynanych itd itp, nawet PussyWagoon ;p Filmy Tarantino polegają na tym, że są przerysowane. Ninja Assasin to była poprostu bieda.

Swoją drogą polecam Zombie Land - nie jest to hit, ale na komputerze przyjemnie się ogląda. Szkoda Bill'a Muray'a ;p


Leje na Twój post ;]
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku

Skocz do:  

Strona wygenerowana w 0,46 sekundy. Zapytań do SQL: 8